Czym jest dla Was odwaga, akceptacja siebie ? Czym są dla Was kompleksy ?
Każdy ma kompleksy. Jedni mniejsze, inni większe..
Sama mam kompleksy (nic dziwnego). Nie lubię swojego ciała, nie lubię swojej twarzy. Nie lubię swojego beztalencia makijażowego i twórczego. Nie lubię swojego braku odwagi w poznawaniu nowych osób, w poznawaniu świata.. ale najbardziej dokucza mi brak odwagi, by stać się tym, kim chcę.
Chodzi mi tu głównie o sprawy wizualne. Mieszkam jeszcze z rodzicami (jeszcze chodzę do szkoły - niestety. 4 lata szkoły średniej to o wiele za dużo..), a oni (głównie tata, bo mama bardziej na luzie do tego podchodzi) nie przepadają za kolczykami, tatuażami, które wręcz kocham..
Tatuaże fascynują mnie od ok. 5 roku życia. Wtedy właśnie po raz pierwszy zobaczyłam ten malunek - mam sąsiada w podeszłym wieku, który ma na zewnętrznej stronie przedramienia bardzo prostego w wykonaniu pin upa.
I to właśnie wtedy stwierdziłam, że też chciałabym być zbiorem dzieł sztuki.
Kolczykami zaczęłam się interesować (tak mega bardziej) jakieś.. 6, 7 lat temu. Dawno temu, w podstawówce same z koleżankami przekłuwałyśmy sobie uszy zaostrzonymi pilnikiem kolczykami - głupota, wiem. Piercing innych części ciała zaczął mnie interesować, gdy zobaczyłam zdjęcie nape'a w internecie. I już wiedziałam, że kolczyki są dla mnie.
Także, gdy byłam smarkulą bardzo chciałam mieć ciemno - brązowe włosy. Ja z natury jestem jasno - brązowa z dość wieloma (dość dużymi o.O) domieszkami rudości. Rudość- uwielbiam, ale troche mi się przejadła. Ciemne włosy - kocham i zawsze będe kochać.
Ale także, od jakiś 5 lat mam manie na kolorowe włosy. Zaczęło się od różu bodajże (w sensie, że uwidziałam i pokochałam. Nigdy nie farbowałam włosów.), potem był fiolet upatrzony na włosach mojej babuni (fiolet, który szczerze pokochałam i pożądam, puki jestem młoda). Potem była zieleń i błekit, podpatrzony u kobiety, wiek ok 65 lat.
Moje koleżanki farbowały kiedyś włosy bibułą, ale ja wolałam nie próbować, gdyż wiedziałam czym to grozi = awanturą z tatą, tym bardziej że miałam wtedy ok 8 lat.
Również w wieku ok 10 lat, pierwszy raz zobaczyłam osobę z dredami, które sama chciałam posiadać. Ale gdy spytałam mamę w wieku ok 15 lat, czy mogę sobie zrobić kategorycznie zabroniła..
Nigdy również nie miałam odwagi zaszaleć z ubraniami (co jest chore, bo to przecież tylko ciuchy). Zawsze ubierałam się jak chłopak, bo twierdziłam że bardziej dziewczęce ubrania są zbyt odważne jak dla mnie. Zawsze dominowały u mnie czarne ciuchy, z czym akurat nie czuję się źle, gdyż uwielbiam ten kolor. Odzwierciedla mój charakter (mimo wszystko, mordercą czy psychopatą nie jestem. Mam na myśli bardziej smutne, melancholijne usposobienie), gatunek muzyki (choć czarny to nie mus przy słuchaniu cięższych klimatów).
Aktyalnie noszę się bardziej na dziewczęco, a przynajmniej staram się. Choć nie powiem, chce inaczej się ubierać. I tu też ważną rolę rozgrywają pieniądze, a raczej ich brak.. ale to w innej notce.
Także 25.05.2013 ma się odbyć Spotkanie Blogerek Modowych w Katowicach, na które początkowo planowałam się wybrać. Tzn, nadal planuje, ale oczywiście coś mnie bloguje.. chciałam użyczyć swojego chudego (tak, chudego. Nie szczupłego) ciała do pokazu mody, ale oczywiście znów - blokada.. wiem czemu i nie potrafię się tego pozbyć, niestety..
Ale może macie jakieś rady, jak stać się sobą?
”Illegitimi non carborundum"
poniedziałek, 13 maja 2013
piątek, 10 maja 2013
1. co Ty tu robisz?
Ja pochodziłem z patologicznej rodziny natomiast on..
Poznaliśmy się w internecie, na stronie dla ciężkiej młodzieży. Początkowo gadałem tylko o sobie, bo nie działo sie u mnie dobrze. Ojciec zmarł, gdy miałem 5 lat. Matka natomiast była alkoholiczką w zaawansowanym stadium. W sumie, jedną nogą była już w grobie. A moja dziewczyna? Po czterech latach związku zdradziła mnie z jakimś typem, zaszła w ciąże i wmawiała, że to moje..
I tak pisaliśmy co u mnie, w sumie co u niego sie działo też wiedziałem, ale wyczułem, że coś kręci czy ukrywa. Nie chciał zbytnio gadać o sobie i o swojej rodzinie. Wiedziałem jedynie co ze znajomymi jego sie działo i jaki oni mieli stosunek do niego. Ale ja chciałem wiedzieć, co z jego rodziną, wiedziałem, że coś sie za tym kryje. Pytałem i pytałem..
No a on? Nadal milczał.. pisał tylko, że frajerzy z osiedla sie z niego śmieją, że dziwak z niego, czy coś.. ale i tak chciałem wiedzieć więcej.. pewnego dnia, po trzech latach znajomości napisał mi (wiem, długo wytrzymałem), że za niedługo jego żywot się zakończy. Myślałem, że debil pod ciężarem jakiś swoich problemów czy presją tych idiotów z osiedla chce sie zabić, ale nie.. wyznał mi, że jest coraz słabszy i że już nie daje rady. Spytałem, o co chodzi, bo w końcu nic o sobie nie opowiedział do tej pory. Oto, co napisał:
"Dziś, 14-go lutego w Walentynki, mija 3 rocznica wykrycia u mnie raka. Złośliwy typ, który pożera każdą cząstke mojej energii. Nie mam siły już dalej żyć, to boli. Boli mnie ta cała pieprzona chemioterapia, to jak każdy patrzy na mnie jak na jakąś ofiarę losu. Każda laska odemnie ucieka, bo myśli że gdy tylko ją pocałuje, padne na nią trupem. Tak, nigdy nie miałem dziewczyny i boli mnie to, tym bardziej w rocznicę.. no bo w końcu, Dzień Zakochanych, nie? A rodzina? Starała sie jak może, by mi ulżyć za co ich kocham. Ale takie traktowanie jak dwuletnie dziecko też potrafi wkurzyć. Dziś piszę ze szpitala, gdzie lekarze stwierdzili, że dziś moje cierpienie się urwie. Dawcą szpiku był mój młodszy brat, szkrab ma 5 lat.. rodzice nic nie mówili, ale zauważyłem, że zmuszanie małego do oddania szpiku ich wykańcza, aż w końcu powiedzieli ''dość''. Wiem.. ale dla mnie to nie jest dziwne, sam miałem wyrzuty sumienia. Starali się co prawda znaleźć innego dawce, ale nic z tego. Pomyślałem, że skoro przez trzy lata nie pytałeś o mnie i szanowałeś moje milczenie, to jednak słowo wytłumaczenia Ci się należy. Szkoda, że jestem chory, bo moglibyśmy spędzić razem piękne chwile. Choć.. nie żałuje, bo może nigdy bym Cie nie poznał. Leżę i ledwo piszę do Ciebie tę wiadomość i czuję, że koniec jest już na prawde blisko. Żałuje, że nie poznaliśmy się osobiście, ale myślałem, że tak będzie lepiej. Dzięki Ci za te 3 lata. Nigdy nie miałem takiego kumpla jak Ty.. ale hej, będe na Ciebie czekać tam, gdzieś we wszechświecie. A więc, żegnaj mój drogi przyjacielu !''
Wiedziałem, gdzie mieszka. Obdzwoniłem wszystkie szpitale onkologiczne w pobliżu jego miasta. Jest ! Ale kurcze.. 3h drogi pociągiem.. ale co tam. Wziąłem ostatnie pieniądze jakie nam zostały na ten miesiąc, przynajmniej matka nie przepije.. wsiadłem do pociągu i jade. ''Czy on nie może jechać szybciej?!''. W końcu.. wysiadłem i pognałem do szpitala. Spytałem jakiejś pielęgniarki czy tu leży, ale nie chciała nic powiedzieć. Najgorsze przeszło mi przez myśl, ale zauważyłem lekarza, więc pytam jego. Wskazał mi sale. Boże, dzięki !
Chciałem wejść na sale, ale nie mogłem.. patrzałem przez szybe na jego wychudzone i umęczone ciało.. jakie to dziwne, jak choroba potrafi wyniszczyć człowieka. Zauważył mnie i się uśmiechnął. Czyżby mnie poznał? Chyba tak, bo kiwnął mi ręką bym wszedł do środka. Wszedłem i usiadłem przy łóżku i nastąpiła krępująca cisza. Wiele chciałem mu powiedzieć, ale nie potrafiłem.. tylko ściskałem jego wychudzoną ręke i patrzałem na niego ze łzami w oczach. ''A ja myślałem, że już nie przyjdziesz'' i odszedł.
blog o wszystkim i o niczym. po to, by upamiętnić swoje myśli, pokazać się światu.
Poznaliśmy się w internecie, na stronie dla ciężkiej młodzieży. Początkowo gadałem tylko o sobie, bo nie działo sie u mnie dobrze. Ojciec zmarł, gdy miałem 5 lat. Matka natomiast była alkoholiczką w zaawansowanym stadium. W sumie, jedną nogą była już w grobie. A moja dziewczyna? Po czterech latach związku zdradziła mnie z jakimś typem, zaszła w ciąże i wmawiała, że to moje..
I tak pisaliśmy co u mnie, w sumie co u niego sie działo też wiedziałem, ale wyczułem, że coś kręci czy ukrywa. Nie chciał zbytnio gadać o sobie i o swojej rodzinie. Wiedziałem jedynie co ze znajomymi jego sie działo i jaki oni mieli stosunek do niego. Ale ja chciałem wiedzieć, co z jego rodziną, wiedziałem, że coś sie za tym kryje. Pytałem i pytałem..
No a on? Nadal milczał.. pisał tylko, że frajerzy z osiedla sie z niego śmieją, że dziwak z niego, czy coś.. ale i tak chciałem wiedzieć więcej.. pewnego dnia, po trzech latach znajomości napisał mi (wiem, długo wytrzymałem), że za niedługo jego żywot się zakończy. Myślałem, że debil pod ciężarem jakiś swoich problemów czy presją tych idiotów z osiedla chce sie zabić, ale nie.. wyznał mi, że jest coraz słabszy i że już nie daje rady. Spytałem, o co chodzi, bo w końcu nic o sobie nie opowiedział do tej pory. Oto, co napisał:
"Dziś, 14-go lutego w Walentynki, mija 3 rocznica wykrycia u mnie raka. Złośliwy typ, który pożera każdą cząstke mojej energii. Nie mam siły już dalej żyć, to boli. Boli mnie ta cała pieprzona chemioterapia, to jak każdy patrzy na mnie jak na jakąś ofiarę losu. Każda laska odemnie ucieka, bo myśli że gdy tylko ją pocałuje, padne na nią trupem. Tak, nigdy nie miałem dziewczyny i boli mnie to, tym bardziej w rocznicę.. no bo w końcu, Dzień Zakochanych, nie? A rodzina? Starała sie jak może, by mi ulżyć za co ich kocham. Ale takie traktowanie jak dwuletnie dziecko też potrafi wkurzyć. Dziś piszę ze szpitala, gdzie lekarze stwierdzili, że dziś moje cierpienie się urwie. Dawcą szpiku był mój młodszy brat, szkrab ma 5 lat.. rodzice nic nie mówili, ale zauważyłem, że zmuszanie małego do oddania szpiku ich wykańcza, aż w końcu powiedzieli ''dość''. Wiem.. ale dla mnie to nie jest dziwne, sam miałem wyrzuty sumienia. Starali się co prawda znaleźć innego dawce, ale nic z tego. Pomyślałem, że skoro przez trzy lata nie pytałeś o mnie i szanowałeś moje milczenie, to jednak słowo wytłumaczenia Ci się należy. Szkoda, że jestem chory, bo moglibyśmy spędzić razem piękne chwile. Choć.. nie żałuje, bo może nigdy bym Cie nie poznał. Leżę i ledwo piszę do Ciebie tę wiadomość i czuję, że koniec jest już na prawde blisko. Żałuje, że nie poznaliśmy się osobiście, ale myślałem, że tak będzie lepiej. Dzięki Ci za te 3 lata. Nigdy nie miałem takiego kumpla jak Ty.. ale hej, będe na Ciebie czekać tam, gdzieś we wszechświecie. A więc, żegnaj mój drogi przyjacielu !''
Wiedziałem, gdzie mieszka. Obdzwoniłem wszystkie szpitale onkologiczne w pobliżu jego miasta. Jest ! Ale kurcze.. 3h drogi pociągiem.. ale co tam. Wziąłem ostatnie pieniądze jakie nam zostały na ten miesiąc, przynajmniej matka nie przepije.. wsiadłem do pociągu i jade. ''Czy on nie może jechać szybciej?!''. W końcu.. wysiadłem i pognałem do szpitala. Spytałem jakiejś pielęgniarki czy tu leży, ale nie chciała nic powiedzieć. Najgorsze przeszło mi przez myśl, ale zauważyłem lekarza, więc pytam jego. Wskazał mi sale. Boże, dzięki !
Chciałem wejść na sale, ale nie mogłem.. patrzałem przez szybe na jego wychudzone i umęczone ciało.. jakie to dziwne, jak choroba potrafi wyniszczyć człowieka. Zauważył mnie i się uśmiechnął. Czyżby mnie poznał? Chyba tak, bo kiwnął mi ręką bym wszedł do środka. Wszedłem i usiadłem przy łóżku i nastąpiła krępująca cisza. Wiele chciałem mu powiedzieć, ale nie potrafiłem.. tylko ściskałem jego wychudzoną ręke i patrzałem na niego ze łzami w oczach. ''A ja myślałem, że już nie przyjdziesz'' i odszedł.
blog o wszystkim i o niczym. po to, by upamiętnić swoje myśli, pokazać się światu.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)